|
sobota, 12 marca 2011
Wywiad Agatona Koźmińskiego z Polski The Times, z popularnym aktorem poraża. I nie mowa tu o warsztacie dziennikarza, którego notabene poważam, ale o całej masie propagandowych wstawek stosowanych przez Arura Barcisia. Uderza sam język, a właściwe przedstawianie pewnych zdarzeń z iście pijarowską wprawą. "(A.K) Podkreśla Pan, że nie widzi alternatywy dla PO. Podobnie Marcin Meller, który przyznał to w swoim wpisie na Facebooku - ale jednocześnie dodał, że ta partia też go mocno rozczarowała unikaniem trudnych działań, i w związku z tym nie będzie na nią głosował. (A.B) Nie chciałbym być postrzegany jako człowiek angażujący się głęboko w politykę, bo to nie będzie prawdą. Mówię z perspektywy postronnego obserwatora. Ale z tej perspektywy uważam, że Marcin zapomniał o jednym. Niestety, nasz problem polega na tym, że nie pójście na głosowanie jest właściwie jednoznaczne z oddaniem głosu na PiS. Jeśli elektorat ludzi wykształconych, myślących zdroworozsądkowo nie będzie zdyscyplinowany, to tamten elektorat taką sytuację wykorzysta - i wtedy dojdzie do powtórki z wyborów w 2005 r. Choć nie uważam, że Platforma cynicznie gra strachem przed PiS. PiS jaki jest, każdy widzi. Jeśli komuś się taka wizja świata podoba, proszę bardzo. Mamy demokrację. Dla mnie Donald Tusk i tak jest lepszym premierem niż większość pozostałych." Właściwie powyższy fragment wycięty z w/w dziennika oddaje sedno. Spójrzmy na całą konstrukcję. Na początku aktor odcina się od większego zaangażowania w politykę. Nazywa siebie nawet postronnym widzem. Obserwacje, które poczynanie są więc z natury rzecz jasna obiektywne. A że politycznie jest neutralny, w końcu tylko patrzy, beż zaangażowania, świadczyć może jego członkowstwo w komitetach poparcia dla PO, a następnie dla kandydata w wyborach prezydenckich Bronisława Komorowskiego. Następnie stosuje zabieg, znany doskonale z każdej książki o erytrystyce, czyli sztuce prowadzenia sporów. Naczelny Palyboya, nie jest więc Mellerem Marcinem, ale po prostu Marcinem. A co jeżeli się obaj dobrze znają?, zapyta uważny czytelnik. Mogą się znać, rzeczywiście?, ale chyba nie z łamów Polski The Times, z tej przestrzeni debaty publicznej, gdzie odbiorca powinien mieć do obydwu równy dystans. Marcin, idąc dalej zapomniał o jednym, ale jakże ważnym, czymś, co można dostrzec tylko z perspektywy neutralnego obserwatora( i tutaj wczuję się w rolę Pana Artura): Boże, jeżeli, nie pójdę głosować, to oddam, boję się nawet tak myśleć, a jak już myślę, to się wzdrygam, no więc zagłosuję na ten straszny, paskudny PIS! Szok, trauma, dreszcze mną wstrząsają, oddycham ciężko, ale rytmicznie. Sufit jakby się zbliżał, jestem w ciemnym holu, ciemne drzwi spowite ciężkim cieniem, Boże, czy to już sala przesłuchań? Twierdza Cytadela, lochy zamku w Malborku? Nie, jednak nie, na szczęście nie! To redakcja gazety, przyszedłem tu jako czysty jak łza bławatek na śniegu, opowiedzieć o tym jak MY czujemy. Poprawiam okulary, prostuję się na krześle. Czuję stopniowo ulgę, kontynuuję. Kolejna socjotechniczna sztuczka: jasny podział na nas (ludzi wykształconych, rozsądnych) i tamtych (w domyśle pozostałych: niewykształconych i nierozsądnych). A że każdy chce być lepszy, niż jest, to i czytelnicy się zgodzą , że warto głosować na PO, i być częścią tej wspaniałej społeczności, proeuropejskiej, nowoczesnej, kwitnącej, czującej wewnętrzny imperatyw oporu przeciwko prowincji. Nie prowincji! Nie kołtunom! Meritum nie może być inne. "PIS jaki jest, każdy widzi". Ciekawy finisz. Tak oto rzecze, obiektywny, niedzielący, lecz szukający kompromisu, rozsądny i dobrze wykształcony Barciś Artur. No cóż, dobry z niego aktor.
sobota, 26 lutego 2011
Napisać, że Małysz jest wielki, to nic nie napisać. Z pewnością to największy sportowiec w Historii Polski. Jeżeli zaszczepić jego osiągnięcia w skokach, na grunt futbolu, sportu bez miar popularniejszego i bogatszego, to należałoby już toczyć debatę, czy jednak prymat wśród najlepszych wiódł Małysz, a może jednak Pele, lub Maradona? Małysz to kawał mojego życia. Ten najciekawszy, cała dekada. Pomost pomiędzy dzieciństwem i dorosłością, szkołą średnią, a studiami wyższymi, "singielstwem"(ach ta nowomowa) i żeniaczką, zamiarami, a ich realizacją. To także wspólne, rodzinne pasjonowanie się zawodami, temat, swego czasu, równie niezawodny i uniwersalny w rozmowach z nieznajomymi, jak pogoda. Małysz to człowiek instytucja, który zaraz po kardynale Wyszyńskim, autorze słynnego Listu "Przepraszamy i prosimy o przebaczenie", zrobił najwięcej dla poprawienia relacji sąsiedzkich z Niemcami. Któż nie pamięta jego zwycięskich potyczek z Martinem Schmitem, Svenem Hannawaldem? Taki skromny rewanż, za cały ten przeszłościowy bajzel? Jest także niezwykły jeszcze z jednego powodu: jako jedyny zawodnik wygrywał zawody Pucharu Świata w trzech kolejnych dekadach. Zaczął w Oslo, jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, następnie dominacja w nowym wieku, a ostatnio zakopiański triumf, już w naszych latach dziesiątych? Ze skaczących aktualnie, tylko Martin Schmit, Jane Ahonen i być może Noriaki Kasai, mogliby mu jeszcze dorównać. To dobitnie pokazuje jak długo już dostarcza kibicom wzruszeń. Małysz to także lęk przed nieuchronnym, nieuniknionym, tym przeklętym zakończeniem kariery? Na samą myśl zaczynam się czuć sportową sierotą? Panie Adamie, dzięki Panu, jeszcze nigdy tak łatwo nie odmieniało się przymiotnika: wielki. Na prawdę.
piątek, 18 lutego 2011
Thomas Malthus zasłynął swoją teorią przeludnienia. W skrócie głosiła ona, że ludność w pewnym momencie spotkać może plaga głodu, ponieważ jej liczebność wzrasta szybciej, aniżeli ilość dostępnego pożywienia. Ludzie rozmnażają się, mnożą. Przyrost ludności ma charakter geometryczny, a żywności arytmetyczny. Hmm. Czy tylko mnie to dziwi? Być może w 18 wieku, kiedy rzeczony duchowny spisywał przemyślenia, tak było. Obecnie w dobie totalnej globalności, także ilość żywności rośnie geometrycznie. Polityka gospodarcza polega wręcz na ograniczaniu ilości produkowanej żywności. Maltuzjanizm, wracając do tematu, nakazywał sztuczne ingerowanie w liczebność ludzi, ponieważ, tylko wtedy świat uchroniony zostanie przed klęską głodu. Owe sztuczne ingerowanie w praktyce polegało na zakładaniu wiosek, miast jak najbliżej stojących zbiorników z wodą, najlepiej bagien. Mieszkania winny być jak najbardziej przeludnione, a ulice jeszcze węższe i ciasne. Tylko w takich warunkach ilość biedoty mogła być trzymana w ryzach, przez co Ci najbogatsi spokojnie zasypiali w swoich przestronnych willach. Idąc dalej Malthus optował za jak największą elitarnością służy zdrowia. Leczyć tylko bogatych. A że urodziłeś się biedny? No cóż, tutaj odpowiedź daje, filozofia wyrosła na kanwie maltuzjanizmu, szerzej znana jako darwinizm. Tak, tak. Szacowny Karol Darwin czerpał garściami z teorii swojego starszego krajana. Wszystko w świecie, nie tylko przyrody, nieustannie walczy. Szybszy pokonuje wolniejszego, silniejszy słabszego, bogatszy biedniejszego, itd. Pomijając spustoszenie jakie spowodowała na obszarze religii, co gorsza, stała się teoria ewolucji, amunicją intelektualną w rękach ojców założycieli takich systemów jak nazizm, faszyzm, maoizmu, komunizmu, czy w końcu kapitalizmu. Kilku z nich, m.in. Hitler Adolf, czy wcześniej Engels Fryderyk, otwartą czcionką głosiło swoją wiarę w teorię walki. A mogło by być inaczej, gdybyśmy uznali jedną podstawową prawdę w ewolucji. Że o ile całość jej zasad jakoś trzyma się kupy, to tylko, wtedy, gdy spoiwem jest instynkt. Zwierzęta, w tym, do pewnego momentu ludzie, kierują się, w końcu, instynktem przetrwania. Ludzie zaś, gdy uzyskali sumienia, otrzymali także brzemię samokontroli. Tego zabrakło w każdej, we wspomnianych powyżej ideologiach. Czy nadal chcemy żyć w takim świecie? A może właściwsze pytanie brzmi: Czy umiemy żyć w innym?
czwartek, 23 września 2010
Zakończone Europejskie Letnie Igrzyska Olimpiad Specjalnych. jak zwykle zostały niedocenione. Polscy sportowcy zdobyli coś koło 130 medali, a zewsząd słyszą tylko, że medale nie są najważniejsze. Ble ble ble. Jeżeli nie są najważniejsze to poco całość tytułować igrzyskami? Igrzska bez medali - nonsens. Na marginesie, podobnie niedorzecznie brzmi sformułowanie o kondominium ... amerykańskim. (Usłyszałemw programie Młodież kontra...) Tak, tak. Słowo kondominium odnosi się do co najmniej dwóch państw, z resztą jak sama nazwa wskazuje. Skończmy więc z tą sztuczna poprawnością. Jeżeli zawodnik jedzie na mistrzostwa to po to, żeby rywalizować i zdobyć medal. W innym razie nie bierze udziału w zawodach sportowych, tylko w jakimś seansie psychologicznym. Zgadzam się, że dla niepełnosprawnych już sam udział w tak dużym przedsięwzięciu ma znaczenie terapeutyczne. Jasne, ale wówczas nie nazywajmy tego igrzyskami!
wtorek, 22 czerwca 2010
Trójkolorowi za burtą. Aktualni wicemistrzowie świata pożegnali się z mundialem w brzydkim stylu. Przegrali wyraźnie i zasłużenie z drużyna RPA.(Pożegnalny ukłon dla kibiców gospodarzy). Z pewnością to duża strata dla widowiska, mecze Francji w fazie pucharowej np. z Niemcami to było by coś! A tak pozostał tylko niesmak. Bo przegrywac- wiadomo- można, nie wolno jednak dokonywac tego w takim stylu. Zawodnicy zamiast walczyć na murawie i z przeciwnikami, toczyli wojny poza nim i między sobą. Dla mnie antybohaterem francuskiej ekipy jest Anelka. Być może jestem do niego uprzedzony po pamiętnym finale LM, kiedy jego Chelsea po rzutach karnych przegrała z Czerwonymi Diabłami,a Francuz po przestrzeleniu swojego karnego jakże inaczej reagował niż pudłujący chwilę wcześniej kapitan londyńczyków, emanujący skrajnym nieszczęsciem i autentyczną tragedią John Terry. Tym razem widziałem w nim także obojętność dla losów jego drużnya przegrane mecze nie wywoływały u niego złości czy smutku. Poza tym kilka razy ewidentnie popisał się podczas meczów skrjanym egoizmem, gdy albo piłki nie podawał kolegom lepiej ustawionym ,alebo wręcz piłke do nich adresowanom samolubnie zabierał. Mimo wszystko oszczedzę Domenecha. Jeżeli wszyscy są przeciw niemu, to z pewnością musi być coś na rzeczy. Krytykanom przypominam jednak mundial w Niemczech, gdzie trenera również krytykowano, doszukując się nim brakującego ogniwa ewolucji, a ten kończył turniej w glorii wicemistrza świata. Taki już jest ten futbol. … Zupełnie normalny, zwyczajny, zawsze taki sam. Z kolei podejście do niego jest nienormalne, okrutne i niesprawiedliwe.
czwartek, 20 maja 2010
Odpowiedź: Inter. W ostatnich latach wygrywali: 2005: Liverpool FC W 2010 r. musi zwyciężyć więc ktoś z Włoch, a że wybór spśród drużyn reprezentujących Italię zawęża się do jednego Interu, to odpowiedź wydaję się być znana. Oczywiście takie typownie musi się odbywać z odpowiednio niedomkniętym jednym okiem. Moje typy na wynik znacie. Jak będzie wyglądać sam mecz? Mourinho zaszczepił swojej drużynie ducha walki..wręcz. Wyjdą więc Mediolańczycy z zaciśniętymi pięściami, masrowymi czołami i z przepisem na kotlety mielone w dłoni. Walka, siła, ale także nużące wyrachowanie. Tego się spodziewam. Na przeciw staną żołnierze Van Gaala. Może bardziej finezyjni, ale także słynący z żelaznej dyscypliny. Holender podporządkował mentalnie sobie wszystkich, bez wyjątku. No może z jednym małym wyjątkiem. Jego rodak Rooben to równie ciężka i władcza osobowość jak on. Obu łączy jednak wspólny cel - pasja wygrywania. Opisując jednym słowem tegoroczny finał należało być rzec: walka. Te zmagania mogą więc wyglądać jak mecz ... rugbistów. Z resztą - za pare lat mało kto bedzie wspominał styl zwycięscy. Liczyć się będzie tylko końcowy wynik.
sobota, 20 lutego 2010
Gdyby Justyna Kowalczyk była polskim piłkarzem? 1) Niemcy nie nabijają sobie statystyk w meczach z nami. Nie straszni nam Włosi, Brazylijczycy, a także ?Łotysze, Gruzini i inni. Cały świat liczy się z nami, a najlepsi płacą krocie za możliwość rozegrania sparingu. 2) Polska najlepiej radzi sobie na boiskach o wymiarach: 150 x100m, a ona wykańcza każdego przeciwnika przez 90 minut biegając po 55 km( 10 +15+30), wykorzystując przy okazji 99% sytuacji bramkowych. 3) Polscy kibice kochają swoją ligę piłkarską. Nie dlatego, jak co jakiś czas słyszę, że trzeba, bo w końcu nie kochać swojej matki to zbrodnia, ale z innych powodów, ponieważ atrakcyjna, uczciwa i widowiskowa. W końcu jeżeli czyjaś mama się łajdaczy, kupczy sobą i sięga dna, to się jej nie klepie po plecach, smutno uśmiecha, tylko wysyła na odwyk, umawia z psychologiem (psychiatrą), oddaje w ręce specjalistów. 4) Polacy prawie zawsze wygrywają, a nawet jeżeli zdarza im się remisować (czysto teoretycznie oczywiście) to tylko do 93 minuty. Wtedy Justyna zdobywa zwycięskiego gola, wyciągając najmocniej jak może lewą nogę do przodu i kierując piłkę do pustej bramki. 5) i przywożą z każdych mistrzostw minimum dwa medale :-)
piątek, 12 lutego 2010
Najpierw Tiger Woods. Następnie John Terry. Cywilizowany świat zadrżał w posadach-obaj sportowcy zostali nakryci na łamaniu na przemian 6 i 9 przykazania dekalogu. Rzesze fanów wpadło w depresję, kolejne miliony połamało kije golfowe. Cała piłkarska Anglia chwytając w dłonie noże, maczety, nożyczki rozpoczęła rozprawę z koszulkami zdobionymi nazwiskiem Terry. Szok! Obaj bogaci, przystojni, znaczący w swoich dyscyplinach. A tu takie coś! Miliony poczuły się zdradzone, niemniej niż żony denatów. Podobno na pniu rozeszły się zapasy wszelkiej maści środków uspokajających? Obaj zainteresowani, a właściwie to raczej będący w centrum zainteresowania, postanawiają ratować swoje małżeństwa. Dla nich liczy się tylko to! O kant spodni rozbić pieniądze, wpływy i prestiż. Światowe massmedia także to rozumieją. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Już sama decyzja o publikowaniu szokujących zdarzeń podyktowana był przede wszystkim dobrem dzieci sportowców, troską o to, co najważniejsze, o rodzinę. Dużo z resztą ryzykowały. Podejrzewały, że ludzie nie cierpią patrzeć jak upadają autorytety. Co więcej, były pewne, że to może zagrozić ich zyskom!. Kto bowiem przejdzie obok czegoś, co może wyglądać - lecz nie jest na pewno!- jak tani chwyt reklamowy. Nie te czasy, nie ta retoryka. Media kolejny raz słusznie uznały co jest słuszne. Nie męczą historiami o upadających stoczniach, mit globalnego ocieplenia skwapliwie przemilczając. A Afryka i jej egipskie plagi? Szkoda papieru.I jak tu ich nie kochać ?
środa, 11 listopada 2009
Trudno jest być patriotą. Żadnych wojen, powstań, zrywów niepodległościowych. Spokój, cisza, sielanka. Media głoszą, że tak dobrze z Polską nie było od 17 wieku. Poza tym elity rządzące, a więc, ci, których wybieramy, niemalże obrzydzają nam myślenie o Polsce, nadal jako o naszej ojczyźnie. Walka z własnym wyimaginowanym przeciwnikiem zaczyna być sprawą życia i śmierci, a takie drobnostki jak podpisywanie umów np. na dostawy gazu, stawiających w Polskę w trzeciej dziesiątce państw europejskich, są nic nie wartymi faktami. Dodatkowo umiera ostanie pokolenie Polski walczącej. Ci, którzy jeszcze żyją mają dziś lat 80 i więcej. Z resztą, tak naprawdę odeszli już dawno z życia publicznego. Dziś w święto niepodległości mają jedną nielicznych okazji, aby pokazać się światu. Kto więc będzie uczył nas odczuwania więzi z ojczyzną? Czy patriotyzm jest jeszcze potrzebny? Czy może od dawna jest archaizmem, przeżytkiem, pustym hasłem, którym od czasu do czasu narodowcy i inni radykałowie wycierają sobie usta? Ja uważam, że jest potrzebny. Ma przy tym dwa wymiary: przeszłości - historia, tradycja, mit o powstańcach itp.- oraz przyszłości. Zjednoczona Europa ma zapewnić nam bezpieczeństwo gospodarcze i polityczne na wszechczasy. Co jednak, jeżeli nagle sytuacja geopolityczne się zmieni, odwrócone zostaną sojusze, a ci, którzy są na marginesie, bo dziś to terroryści, łapówkarze, czy komuniści, zaczną nagle odgrywać rolę jedynych sprawiedliwych? Czy wtedy my Polacy, usypiani przez ostatnie lata, głaskani hasłami o świetlanych czasach w których żyjemy, będziemy umieli walczyć? Czy będziemy w stanie wykrzesać z siebie pokłady poświęceń? W końcu czy będzie nam się chciało? Mogą z tym być problemy. Nie zapominajmy, powołując się na naszą narodowowyzwoleńczo przeszłość, że Polacy będąc dopiero pod zaborami , zaczęli myśleć w kategoriach patriotyzmu. Wcześniej to ta sama myśl polityczna doprowadziła do upadku i kolejnych rozbiorów. Daleki jestem jednak od radykalizmów. Żadnych nacjonalizmów, liberalizmów i innych izmów. Po prostu historia lubi się powtarzać, a poczucie przywiązania do ojczyzny może zapowiedz kolejnej, trwającej całe wieki traumie.Patriotyzm jest przede wszystkim nośnikiem tradycji, odpowiedzialności za państwo. Nie zapominajmy o tym. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Mecze w necie
Na sportowo
Politycznie niebanalne
Prasa codzienna (kolejność niezobowiązująca)
|